• Wpisów:16
  • Średnio co: 128 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:59
  • Licznik odwiedzin:3 935 / 2178 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nagle podeszła do nich siostra Willa Katharina.
- Gdzie byliście? – zapytała szyderczym uśmieszkiem na twarzy
- Nie twój interes młoda – powiedział Will przyzwyczajony do gierek jego młodszej siostry
- No chyba, że jej coś powiem. – zaczęła – No wiesz, że zamiast być na polowaniu przesiadujesz z nią w restauracji. Tym bardziej o tej porze.
- Mała – smutek Elizabeth, która do tej pory siedziała spokojnie przerodził się w gniew – nie mam humoru na twoje podchody. Masz siedzieć cicho, bo inaczej sobie porozmawiamy. A to nie będzie miłe. Więc bądź taka miła i zrób użytek z tych chudych nóżek i oddal się byle dalej od nas.

Will i Elizabeth zjedli frytki. Teraz musieli wracać do mieszkania babci chłopaka. Jak zwykle starsza pani stanęła w progu i przywitała nas serdecznym uśmiechem. Twarz miała zatroskaną. Popędziła nas abyśmy wchodzili do salonu, nie tyle co z uprzejmości, a z zimna. Była bowiem ubrana w czarną długą spódniczkę oraz czerwoną bluzkę. Zwykle miała na sobie jeszcze ciemny, bawełniany sweterek, ale widać dziś jej się spieszyło. Babcia, gdy tylko młodzi weszli do salonu, zapytała: „Zrobić wam coś ciepłego do picia? Na dworze tak zimno.”. Kiedy herbata się zaparzyła przyszła do Willa i Lisy. Zaczęła ich wypytywać o powód nieobecności dziewczyny na ostatnich zajęciach. Dopóki na wszystkie pytania odpowiadała Elizabeth prawda o samobójstwie nie wychodziła na jaw. Babcia zauważyła, że William siedzi nadzwyczaj spokojnie i do niego skierowała kolejną kwestię do wyjaśnienia. Chłopak nigdy nie był dobry w okłamywaniu, co wiedziały obie jego rozmówczynie. Wkrótce sam zaplątał się w plątaninę swoich wypowiedzi. Z opresji uratowała go Elizabeth, która postanowiła powiedzieć całą prawdę. Starsza pani słuchała jej uważnie z przerażeniem w oczach. Po wysłuchaniu całej historii przytuliła przyszywaną wnuczkę i powiedziała: „Nigdy więcej nie rób takich głupstw. Pamiętaj, że masz nas”.

Wieczór zwierzeń dłużył się nie miłosiernie. Na szczęście młodych ludzi zegar wybił dziesiątą wieczorem, więc musieli udać się do swoich domów. Po ostatnich wydarzeniach Will postanowił obserwować towarzyszkę do czasu, kiedy zaśnie. Elizabeth z początku się upierała, ale chłopak nie dawał za wygraną. W końcu poddała się. Lisa traktowała swego przyjaciela jak brata. Czasem był wkurzający, ale troszczył się o nią.

Elizabeth rzucała się przez sen. W końcu spadła z łóżka i przebudziła się. Sennie spojrzała na zegarek, który wybił cztery minuty temu trzecią w nocy. Jednak coś innego przykuło jej uwagę. Obok nocnej szafki stał Will.
- Co ty tu robisz? Nie wiem czy wiesz, ale zasnęłam parę godzin temu.
- Odkryłem swój talent – powiedział uradowany chłopak
- Na czym on polega? – zapytała podekscytowana, ale nadal śpiąca Lisa
- Śpij – powiedział uspokajająco – Jutro ci wszystko opowiem.
- Dajesz słowo?
- Obiecuję. A teraz zamknij oczy i zaśnij.
Dziewczyna teraz jeszcze bardziej się rozbudziła. Cały czas zastanawiała się co to za talent i dlaczego Will przebywał o tej porze w jej pokoju. Ta ostatnia rzecz dawała poczucie bezpieczeństwa Lisie.

Rano, kiedy Elizabeth szykowała ubrania usłyszała pukanie do drzwi. Stał w nich jej przyjaciel i uśmiechał się od ucha do ucha.
- Mam nadzieję, że nie obudziłem mojej niedoszłej samobójczyni. Myślę, że nie czujesz się samotna przy mnie. Co?
- Jeśli chcesz zobaczyć mnie nago to tu zostań, bo właśnie mam zamiar się przebrać.
Will posłusznie wyszedł i poczekał jak zawoła go Lisa.
- Co ty właściwie robiłeś tu wczoraj o trzeciej? – dziewczyna zapytała niby od niechcenia, ale trudno było ukryć jej ciekawość
- Ja? – zdziwił się William – Wybacz, ale mam ważniejsze sprawy na głowie niż śledzenie cię.
Ostatnią uwagę dziewczyna puściła mimo uszu, bo właśnie przypomniało jej się wydarzenie z nocy.
- Byłeś tu. Powiedziałeś, że odkryłeś swój talent. Rano miałeś mi wyjaśnić o co ci chodziło.
Chłopak długo wpatrywał się w dziewczynę badawczym spojrzeniem.
- To przez tą przemianę. – bardziej powiedział do siebie niż koleżanki – Chodź, bo spóźnimy się na lekcje babci.

Dom Elizabeth i starszej pani nie były od siebie oddalone, więc droga zajęła raptem pięć minut. Babcia spojrzała z niedowierzaniem na chłopaka, ale zaprosiła ich do środka. Will już zbierał się do wyjścia, ale starsza pani na to nie pozwoliła. Powiedziała: „Parę minut cię nie zbawi. Dziękuję, że poinformowałeś, że Elizabeth ma problemy ze snem musimy coś na to poradzić. Siedemnastolatek oburzył się i odpowiedział: „Kiedy ci to powiedziałem?”

---
Podoba Wam się? Odnoszę wrażenie, że nikt nie czyta, więc jak będzie mniej niż 4 komentarze zamykam bloga
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Elizabeth wciągnęła głęboko powietrze. Pomyślała „niech ta chwila będzie lepsza”. Niebezpiecznie blisko podeszła do balkonu. Ostatni raz spojrzała się w mrok pokoju, w którym spędzi ostatnie chwile. Spojrzała w dół. Wiele osób przechadzało się zatłoczonymi uliczkami. Każdy z nich miał cel. Ona również. Ponownie głęboko wciągnęła powietrze. Spojrzała się przed siebie. Krzyknęła „będzie lepiej’. Jeden krok dzielił ją od spokoju. Gdy przechodziła przez barierkę do pokoju wszedł William. Krzyknął „Stój! Nie rób tego!”. Ale ona była pewna swoich czynów. W ostatnich chwili złapał ją. Ona mocno trzymała się jego ręki. Mimo, że chciała ze sobą skończyć to teraz nie była tego taka pewna. Ostatkiem sił Will* wciągnął ją do pokoju. Lisa* była przestraszona, a oddech nie był równomierny. Chłopak przytulił ją i kołysał jak małą dziewczynkę.

Kiedy oboje uspokoili swoje emocje Will powiedział szeptem:
- Dlaczego? Tam za drzwiami czeka na Ciebie cały świat… - popatrzył jak zareaguję samobójczyni – Świat sztuki i muzyki. Świat mody i wielkich miast… Możesz mieć to wszystko, Liso. – dotknął troskliwie jej policzka ocierając łzy
- Nie radzę sobie. – powiedziała zrozpaczona miedzy kolejnymi głębokimi wdechami, które miały ją uspokoić – To wszystko mnie przytłacza. Nie potrafię tak żyć… Już nie mam siły… Nie mam po co…
- Na początku zawsze tak jest. – Will odpowiedział troskliwym tonem
- Ale to trwa już prawie tydzień. To nie początek. Zresztą… - łzy ponownie napłynęły jej do oczu i musiała mocno mrugać, aby nie wydostały się spod powiek – Gdy była przy mnie babcia. Ona wszystko rozumiała.

Dalej siedzieli w ciszy. Pokój w blokach był wynajęty przez rodziców Elizabeth. Miała tu dojść do siebie. Być bliżej osób podobnych do niej. Niestety wszystko działało na Lisę na opak. Odcięcie od dawnych znajomych tylko ją dobił. Tak bardzo była zła widząc doskonale radzące sobie z podobnymi problemami dziewczyny w jej wieku. Jedynym wsparciem był stary przyjaciel Will. Ale on jej nie rozumiał. Nie podejrzewał nawet w jakim stanie się znajduję. Ona coraz bardziej osamotniona nie miała siły nikomu mówić o problemach. Elizabeth sama tego nie rozumiała, więc jak mogła komuś to wytłumaczyć? Balkon tak zachęcał. Wydawał się jedynym rozwiązaniem. Na szczęście w porę przyszedł Will. Pomógł jej.

-Nie powinieneś tu być. – powiedziała nadal smutna Lisa
- Miałem pozwolić, aby najbliższa mi osoba tak po prostu się zabiła?
- Skąd wiedziałeś?
- Nie tak trudno Cię przejrzeć, Liso – powiedział Will lekko się czerwieniąc – Wieczorami oglądasz filmy w pokoju. Od dawna się dziwnie zachowywałaś, więc postanowiłem bliżej ci się przyjrzeć. Martwiłem się.
- Śledzisz mnie? – zapytała wzburzona

Elizabeth nie mogła się pogodzić, że jedyna osoba, na której jej zależało jest jej prześladowcą. Od kilku miesięcy czuła się śledzona. Myślała, że wyobraźnia płata jej figle. To wszystko było prawdą. Lecz myśl, że jednak nie jest do końca szalona, wcale nie pocieszała dziewczyny. Może powinna się oddać w ręce łowców? Zabiją ją, a ona będzie w końcu szczęśliwa. Nie! Nie mogła zniżyć się do tego poziomu. Will nawet tak bardzo ją raniąc nie mógł być powodem jej śmierci. Zadręczałby się, a ona nie może na to pozwolić. Wystarczy, że sama jest sobie winna. Nikogo nie musi wciągać w melancholię życia i śmierci.

William dogonił ją i zdyszany powiedział:
- Przepraszam. Chciałem wiedzieć, czy nic Ci nie jest.
- Nie mogłeś zapytać co u mnie? – Lisa zapytała obojętnym tonem – Zapomniałam, że śledzenie mnie jest o wiele łatwiejsze.
- Przepraszam. – powtórzył chłopak – Teraz powiedz mi, z czym sobie nie radzisz.
- Teraz? – zdziwiła się dziewczyna.
Pokiwał potakująco głową.
- Z Tobą. – widząc, że chłopak nie do końca ją zrozumiał dodał – Mam problem z Tobą. Strasznie mnie męczy Twoja obecność w chwilach, gdy powinnam być sama.
- Właśnie przez taką samotność chciałaś popełnić samobójstwo, Liso. – przypomniał Will – Nie pozwolę na powtórkę z rozrywki.

Szli kawałek w milczeniu, które przerwać postanowiła Elizabeth:
- No dobra, masz rację. Powinnam komuś powiedzieć o swoich problemach. Ale tym kimś nie będziesz ty.
- Dlaczego?
Lisa nie odpowiedziała, bo za bardzo nie wiedziała co mogłaby powiedzieć. Czuła, że ma rację, ale nie wiedziała dlaczego. Takie podszepty intuicji nie da się przecież wytłumaczyć.
Dotarli do ulubionej restauracji Willa. Chcąc poprawić sobie i współtowarzyszowi humor postanowiła wstąpić do środka.
- Nie bądź taki nadąsany, bo nikogo sobie nie znajdziesz. – powiedziała Lisa, ale szybko zmieniła temat czując, że zbyt szybko wypowiedziała te słowa nie przemyślając ich sensu. – Na pewno jesteś głodny jak młody wampir. – zaśmiała się dziewczyna – Ja stawiam.
- Ale nie masz już tych samobójczych myśli, prawda? – dopytywał się Will
- Nie. Dzięki Tobie. – przytuliła się do niego mocno.

*Lisa – zdrobnienie Elizabeth
*Will – zdrobnienie Williama
 

 
„Ludzie mówią o mnie ‘optymistka’… Dziwne, że dawno nie widziałam jej przeglądając się w lustrze. Mam pieniądze, nie głoduję, żyję wiecznie… Powinnam być szczęśliwa. Kłamstwo! Nie mów tak o mnie! Ból psychiczny jest o wiele gorszy. Samotność… Co noc łzy na policzkach i płacz w poduszkę. Nikt nie zadzwoni… Nie przytuli… Każde słowo mnie rani. Każdy oddech jest cierpieniem. Mówią, że samobójcy są samolubni. Nie myślą o bliskich… Ale gdzie oni byli, gdy samotnie przeżywałam najgorsze chwile? Co oni zrobili aby, mnie powstrzymać?”
 

 
Przepraszam, ale nie mam pomysłów na część dalszą mojego opowiadania. Przymierzam się za to do powieści "Na granicy życia i śmierci" o wampirach, wilkołakach, czarownicach i ludziach. O miłości, nienawiści, przyjaźni, rozczarowaniu, śmierci i innych uczuciach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przechodziłam koło ciemnej uliczki, kiedy nagle usłyszałam głos Wojtka biegnącego za mną.
- Zostaw mnie w spokoju! – krzyczałam nie zważając na osoby wokół – Nie chce mieć nic wspólnego ani z Tobą, ani z tą Twoją bandą. Nie wiem, co braliście aby wymyślać takie bajeczki, ale przestańce, bo nie działa to na Was za dobrze!
- Uspokój się i mnie wysłuchaj. – odpowiedział spokojnym głosem
- Nie mam najmniejszego zamiaru! – powiedziałam to dochodząc na przystanek.
Właśnie podjeżdżał jakiś autobus. Nie patrzyłam dokąd jedzie, ale jak najszybciej chciałam się uwolnić od tego chłopaka.Na szczęście kierowca odjechał zanim Wojtek zdąrzył wsiąść. Usiadłam na końcu i próbowałam ignorować badawcze spojrzenia innych. Dojechałam do jakiejś uliczki, ale zorientowałam się w terenie i zrozumiałam, że do domu mam tylko dwie przecznice. Wchodząc do domu usłyszałam na klatce: „Dobrze zrobiłaś, że się od nich uwolniłaś”, „Oni kłamią”, a niektóre z nich dodawały „Możemy Ci pomóc”. Nie miałam siły na takie wariacje, więc szybko czmychnęłam za moją sąsiadką do środka. Kiedy już miałam pukać zorientowałam się, że nikogo nie ma w środku. Dzień okazał się cudowny. Po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia na wycieraczce przyszła moja mama. Od razu szczerze się uśmiechnęła i przytuliła.
- Tak się o Ciebie martwiłam. – powiedziała, ale natychmiastowo zmieniła ton dodając – Gdzie byłaś moja droga panno? Nie ładnie tak znikać na kilka dni bez wieści.
- Wojtek Ci o niczym nie powiedział? – zapytałam zdziwiona
- Ale o czym kochanie? – ponownie zmieniła się w moją kochaną martwiącą się mamę
- Miałam u niego nocować. Wiem, że powinnaam ci o tym powiedzieć, ale on mi przyrzekał, że o wszystkim wiesz.
Trochę naciągnęłam fakty, ale to i tak okropne co on mi zrobił. Po chwili pomyślałam o przyjaciołach, którzy zapewne też nie zostali wtajemniczeni w plany Wojtka. Powiedziałam mamie, że muszę zmkać do Julki, chwyciłam płaszcz i wyszłam na zewnątrz. Lubiłam tą dziewczynę, więc dwie godzinki zleciały nam jak z bicza strzelił. Z niechęcią się przyznałam, że muszę pójść do domu, bo mama będzie się znów martwić. Pożegnań nie było końca, ale mina mi zrzedła kiedy zobaczyłam wszechogarniającą ciemność. Od zawsze się jej bałam, a teraz w szczególności. Po drodzę zastanawiałam się, dlaczego Julka tak strasznie wypytywała mnie o historię z Wojtkiem. Zwykle nie wtrącała się w moje uczucia, więc powiedziałam jej całą prawdę. Na szczęście nie byłam aż tak głupia i kazałam aby przeżekła, że nikomu nic nie powie. Choć w sumie to zapewnienie wydawało mi się banalne. Niby dlaczego nie miałaby zerwać danego słowa? Co ja sobie myślę, dlaczego wszystkich podejrzewam? To pewnie przez te ostatnie dni spędzone u Wojtka. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu. Wyrywałam się, ale nic nie mogłam wskórać. Dołączyła jeszcze jakaś osoba. Krzyczeli, żebym się nie wyrywała. Zapewniali, że nie stanie mi się żadna krzywda. Po chwili obezwładniona zostałam wciągnięta do bagażnika jakiegoś auta. W środku było ciemno. Podróż była długa, a mi brakowało powietrza. Zaczęłam znów nerwowo się wiercić i robiłam hałas. Oprawcy się zatrzymali. Otworzyli bagażnik. Zaczęłam głęboko oddychać. „Uspokój się” wrzasneli. Zatrzasnęłi bagażnik. Odjechali z piskiem. Znów nie mogłam oddychać, a cała sytuacja się powtórzyła oprócz tego, że zakleili mi usta taśmą. Ułożyli mi w pozycji embrionalnej, ale ręce zawiązali między moimi udami i łydkami, tak że nie mogłam się ruszyć. Po kilku minutach powietrza mi zabrakło, jednak ja nie mogłam nic zrobić. Po chwili walki o tlen świat stał się ciemny, a ja zemdlałam. Obudziłam się na jakimś krześle w opuszczonym magazynie. Jeden z oprawców wszedł z nożem i zaczął mnie wypytywać o medalion z kamieniem księżycowym.
- Nie wiem. Ja naprawdę nie wiem, co to jest?
- Kłamiesz mała dziewczynko. Oni ci powiedzieli. – sapał do mnie zza kominiarki jakiś mężczyzna – Powiedz wszystko co wiesz albo twoja buźka nie będzie już taka ładna.
- Nie wiem. Ja naprawdę nie wiem, o co wam chodzi! – wrzeszczałam zdesperowana.
Porywacz mocno się zdenerwował i…

---
Zastanawiam się, czy aby nie przestać pisać tego opowiadania i napisać coś bardziej realnego (historia pewnej znajomości) lub kompletnie oderwanego od rzeczywistości (np. o wampirach lub kosmicznej miłości). A może pisać dwa opowiadania naraz?

Nowi bohaterowie:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dziewczyna miała już odpowiedzieć, ale do domu weszli chłopcy.
- Pewnie was to ucieszy, bo spędzicie razem noc – rzekł od Daniel – My się wybieramy na nocną przejażdżkę po okolicy.
Widziałam jak Paulina smutnieje. Podeszła do swojego wybranka, przytuliła go i szepnęła do ucha „Tylko uważajcie na siebie”. Po jej słowach nieźle się wystraszyłam. Miałam dość całej tej maskarady i powiedziałam gniewnym tonem:
- Co tu się u licha dzieję? Całe to porwanie, „zakupy” – narysowałam w powietrzu cudzysłów – i jeszcze ta nocna przejażdżka. Czy ktoś może mi to wytłumaczyć?
- Uspokój się – wrzasnął na mnie Kuba – To, że jesteś tu od nie dawna to nie znaczy, że masz być uprzywilejowana i pozwalać sobie na za dużo.
- Czyli nie zasługuję na odrobiny prawdy. – podniosłam głos jeszcze wyżej – Rozumiem jakby to się działo kiedyś, gdy byliśmy przyjaciółmi lub w ogóle się nie znali, ale chciałabym Ci zakomunikować, że mieszkam z Wami. W dodatku ja tego nie chciałam! Dla mnie nie ma przyjemności w użeraniu się z dwoma chłopakami rywalizującymi między sobą!
Po chwili ciszy Wojtek złapał mnie za rękę i wyciągnął na zewnątrz. „Powiem jej tyle ile musi wiedzieć” odrzekł do pozostałych kiedy jeszcze byliśmy w domu.
- Naprawdę źle Ci się z nami mieszka?
- To nie oto chodzi. Ja po prostu nie wiem co się wokół mnie dzieję i to mnie denerwuję.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytał współczującym tonem – Te wieści sprawią, że twój wywrócony do góry nogami świat do reszty zwariuję.
- Tak, chcę wiedzieć. – nie odpowiedziałam jednak Wojtkowi z taką pewnością, którą jeszcze miałam przed chwilą.
Chłopak opowiadał mi o mojej przeszłości. Ciotka mojej praprababki miała za męża bogatego szlachcica, choć ona była chłopką. W zamian za rękę mężczyzny musiała mu ofiarować najcenniejszą swoją rzecz, a był nim medalion po matce. Jako wisiorek miała rzadki bezbarwny, podobny do opalu, ze srebrzystą poświatą wychodzącą jakby z jego głębi, kamień zwany księżycowym. Wierzono, że może uszczęśliwiać, ale i szkodzić ludziom. Zależało to od usytuowania księżyca w horoskopie danej osoby. Według legend przed jego blaskiem uciekają złe duchy. Rozmaici ówcześni czarownicy łączyli kamień księżycowy z ziarnami słonecznika i sporządzali „niezawodny” środek na niewidzialność.
- Rozumiem, ale co to ma wspólnego ze mną? – zapytałam zaintrygowana jego historią
- Pewni historycy nadal uważają, że ten wisiorek posiada magiczną moc.
- Ale ja nigdy nie widziałam tego naszyjnika. – przyznałam
- Widziałaś. Nosi go Paulina. – uśmiechnął się do mnie ponuro
- A po co ja wam byłam potrzebna?
- Ci ‘historycy’ nadal na Ciebie czyhają, ponieważ sądzą że coś wiesz o tym medalionie. Poza tym spójrz na swoją rękę.
Na wnętrzu swego przedramienia miałam wytatuowany wzór. Byłam zdziwiona, bo nigdy wcześniej go nie zauważyłam. Przez chwilę wpatrywałam się w niego, aż w końcu powiedziałam:
- Dzięki za szczerość… W końcu.
Kiedy wchodziliśmy z powrotem zdążyłam go jeszcze zapytać:
- Na jaką przejażdżkę jedziecie?
- Widziałem jednego z twoich oprawców niedaleko Olu. – powiedział z kuchni Daniel
- Pytali się o mnie? Zagrażają nam? Znają was? - byłam zaskoczona i zaniepokojona
- Jeśli chodzi ci o to, czy podeszli do nas grzecznie się przywitali, a potem dali nam po mordzie dopytując się o Ciebie to nie.
- Daj spokój z sarkazmem ona dopiero się o tym dowiedziała. – usprawiedliwiała mnie Paula – Pamiętasz jak ja dopiero zaczynałam być w waszej grupie. Było mi ciężko to zrozumieć.
- Jaki masz w tym wszystkim udział?
- Nie mów jej to zbyt niebezpieczne. Później będzie się nas bała. – powiedział Daniel
- Wiecie co? – przemyślałam całą ich bajeczkę – Jesteście nienromalni! Medalion z kamieniem księżycowym? Proszę Was, nawet dziecko nie uwierzy w tą bajeczkę. Ja stąd spadam.
Wzięłam swój zielony plecak i wyszłam z tego domu wariatów trzaskając drzwiami. Było koło północy, a ja nie należałam do tych odważnych. Mimo, że nie wierzyłam Wojtkowi i jego grupie, to nieźle mnie wystraszyli. Jeszcze jedno skrzyżowanie i będzie przystanek. Przechodziłam właśnie koło ciemnej uliczki, kiedy nagle…


---
Tatuaż Oli:

Medalion, który nosi Paulina:

---
Spoilery rozdziały X - "Nie ma to jak w domu"
 

 
Zaraz po przebudzeniu zaczęłam się gorączkowo przyglądać się pokojowi, w którym się znajdowałam. Skąd ja się tu znalazłam? Po 2 minutach zorientowałam się, że nie ma mnie w domu. Sama do siebie się zaśmiałam. Podobnie jak wczoraj moich współtowarzyszy nie było w domu. Poszłam do łazienki i przeglądając się w lustrze przyznałam, że muszę umyć włosy. Mydło zamiast szamponu w sytuacji kryzysowej wydawał mi się dobrym pomysłem. Kiedy skończyłam się kąpać wyszłam w ręczniku po ubrania. Jak tylko wyszłam, aby odłożyć piżamę usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi:
- Cześć chłopaki! – zawołałam z sypialni
- Hej ślicznotko – odpowiedział mi Wojtek.
Kuba nic się nie odzywając wszedł do łazienki, a my przeszliśmy do kuchni.
- Na co on taki zły? – zapytał mnie milszy chłopak i przygarnął do siebie obejmując
- To, że chcę żebyś wiedział że między mną, a Kubą nic nie ma – przerwałam, aby do Wojtka dotarły moje słowa – To nie znaczy od razu, że jestem z Tobą.
Mój współmieszkaniec odsunął się lekko i popatrzył mi prosto w oczy. Widziałam, że powstrzymuję swój śmiech, po czym znów mnie przytulił.
- No co? – zapytałam
- Przyjaciele też się przytulają.
- Wiem, że niektórzy się przyklejają do siebie i całują w policzki na przywitanie. – powiedziałam uwalniając się z uścisku – Może i mnie szpiegowałeś, bo niby skąd wiedziałeś gdzie mieszkam.
- Wcale cię nie szpiegowałem! – rzekł oburzony chłopak
– Ale nie dokładnie przyjrzałeś się mojemu zachowaniu. Nigdy, ale to przenigdy nie przytulałam się do żadnej z moich przyjaciółek. – dodałam nie zważając na ostatnie słowa Wojtka
- To może pora to zmienić. – znów uśmiechnął się do mnie flirciarsko.
- Weź przestań, niektóre sprawy nie warto…
- Nie klejcie się tak do siebie. Chciałem przypomnieć, że ja też tu jestem. – powiedział Kuba wchodząc do kuchni – Może byś się na coś przydała i zrobiła nam coś na śniadanie.
Widziałam jak Wojtek lustruję go wzrokiem i gdyby nie moja obecność z chęcią by mu przywalił, ale się powstrzymywał. Ja otworzyłam lodówkę i przyglądałam się jej zawartości. Nie chciałam żadnemu z nich pokazać mojego gniewu. Nienawidzę jak ktoś traktuję dziewczyny jak kulę u nogi, która gotuję, pierze i tak dalej. W końcu wyjęłam sześć jajek i położyłam na blacie obok kuchenki.
- Cieszę się, że już na mnie się nie gniewasz – powiedziałam do Wojtka i uśmiechnęłam się
- Chciałabym również powiedzieć, że nie potrafię gotować wymyślnych potraw, więc proszę nie narzekać. – tym razem zwróciłam się do Kuby
Mój były wyciągnął milszego chłopaka z pomieszczenia i coś mu powiedział do ucha. Zdziwiłam się jak Wojtek bez żadnych sprzeciwów wychodzi na zewnątrz. Myślałam, że Kuba będzie chciał ze mną porozmawiać o ostatniej kłótni, ale nie.
- Miłosne igraszki zostaw sobie na później – rzekł gniewnym tonem – To nie przyniesie dobrych skutków, ani Tobie, ani jemu. Musimy być przygotowani na wszystko, a wasze uczucie w tym nie pomoże. Ono przysłoni wam zdrowy rozsądek i nie będziecie zachowywali się normalnie.
- To co ja mam zrobić?
- To sprawa między wami, ja nie będę się wtrącać.
Po tych słowach Kuba wyszedł za Wojtkiem. Kiedy jajka zaczęły się gotować zawołałam ich. Śniadanie jedliśmy w ciszy. Kiedy skończyliśmy już drugi raz dzisiaj usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć! Śniadanko zjedzone, bo wybieramy się na „zakupy” – Paulina narysowała cudzysłów w powietrzu
- Ona zostaje, a Wojtek już jest na zewnątrz i wypatruję „produktów”. – powiedział Kuba
- Ona tu jest. – powiedziałam wkurzona na zachowanie tego niedorozwiniętego osobnika
- Nie oburzaj się tak Olka. Zostaję tu z Tobą mamy ważniejsze sprawy do załatwienia. – rzekła dziewczyna – Zostawmy brudną robotę im.
Daniel i Kuba już mieli wychodzić, kiedy Paulina podeszła do swojego chłopaka i pocałowała go. Strasznie mnie to wkurzyło, ale wiedziałam że nie mogę nic na to poradzić. Zdałam sobie wtedy sprawę, że nikt nie może się wtrącać moje uczucia. Jeśli kogoś kocham to dlaczego mam to ignorować? Dzień minął nam na przeglądaniu babskich czasopism. Pożaliłam się współtowarzyszce, że nie mam tu żadnych babskich akcesoriów. Ona obiecała mi, że jutro koło szesnastej przyjdzie tu z całym arsenałem. Zdradziła mi również parę sekretów dotyczących naszej przeprowadzki.
- Wynajmiemy dwa mieszkania w bloku. Jedno dla dwóch osób, czyli mnie i Ciebie. Drugie dla chłopaków. – powiedziała całkiem poważnie Paulina – Szczerze żałuję, że musisz wytrzymać z chłopakami pod jednym dachem. W środę wszystko się zmieni.
- W środę?! – zapytałam bardzo zaskoczona.
Dziewczyna miała już odpowiedzieć, ale …


---
Od kolejnego rozdziału zacznie się dziać. Na razie chciałam naświetlić relacje między poszczególnymi bohaterami, ale wiem że nie którzy nie są tacy cierpliwi W kolejnej części mojej historii Ola dowie się mrocznej tajemnicy rodzinnej i wcale jej się to nie spodoba. Mam nadzieję, że zaciekawiłam dotychczasowych czytelników i zachęciłam nowych
---
Spoilery rozdziału IX - "Historia rodzinna"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
- Co ty zrobiłaś? – zapytałam wielce zdumiona, ale szczęśliwa.
- Przypomniałam im, dlaczego uratowali cię z rąk tych opryszków. – uśmiechnęła się do mnie serdecznie. Po czym podeszła do Daniela i się przytuliła.
- Przepraszamy – orzekli wyraźnie zmuszeni do swoich słów.
Nie byłam zadowolona, ale zdegustowana. Musze się z nimi użerać, a Paulina sądzi, że załatwiła całą sytuację. Może lekko ją załagodziła, ale oni wcale nie zmienili stosunku do mnie. Niestety muszę się z nimi uporać sama.
- Zamiast fałszywego przepraszam wolałabym, żebyście nic nie mówili. – odrzekłam zła
Poczułam jak łzy znów spływają mi po policzkach. Pobiegłam do domu nie chcąc nikomu pokazać uczuć. Czułam się podle, a najgorsze było, że to nie była moja wina. Tym razem szybciej się opanowałam. Podeszłam do jakiejś szafki. Na jednej z półek zobaczyłam osiem książek z cyklu ‘Dom Nocy’. Kiedyś słyszałam coś o tej książce. Ze streszczenia na końcu książki dowiedziałam się, że opowiada o wampirach. Bardzo lubiłam te klimaty, więc z chęcią wzięłam pierwszy tom do ręki zatytułowany ‘Naznaczona’. Utwór był napisany dość prostym językiem, więc bardzo mnie wciągnął. Nawet nie zauważyłam, kiedy przeczytałam całą książkę. Zbliżał się wieczór, a ja byłam wyczerpana. Położyłam się na łóżku i przykryłam kocem leżącym na łóżku. Tyle się wydarzyło dzisiaj, że nie miałam siły walczyć ze zmęczeniem. We śnie byłam w cyrku z mamą. Klowni nas rozśmieszali, a akrobaci wykonywali różne skomplikowane figury w powietrzu. Wystraszyłam się, kiedy wprowadzili dzikie zwierzęta na arenę. Nagle jeden z lwów wymknął się spod kontroli treserów, a co więcej biegł prosto na mnie. Obudziłam się z krzykiem, gdy podbiegł do mnie Wojtek i przytulił do siebie. „Wszystko będzie dobrze, to tylko zły sen” ciągle powtarzał jakby uspakajał nie tylko mnie, ale również i siebie. Byłam tak przerażona, że nie próbowałam mu się wyrwać. Czułam się w jego ramionach bezpiecznie i ufałam mu. Kuba nawet się nie zbudził, choć materac miał bliżej.
- To nie było tak jak widziałeś. – powiedziałam jak się w końcu uspokoiłam – On chciał się zemścić. Ja go już nie kocham, ja wręcz nienawidzę Kuby za to co mi zrobił.
- Już dobrze. Śpij spokojnie.
- Nie wierzysz mi. – rzekłam zdesperowana – Co mam zrobić, abyś dał mi wiarę?
- Jest jedna możliwość, ale nie wiem czy będziesz zadowolona.
- Wszystko, abyś znów mi zaufał.
- Pocałuj mnie. – rzekł nie śmiało po chwili milczenia.
Nie wiedziałam co zrobić. Podobał mi się, ale czułam że to za wcześnie. Coś mi podpowiadało, że on chce mnie tylko wykorzystać. Podobnie jak Kuba. Choć go bardzo lubiłam i jeszcze dziś rano zrobiłabym to bez zastanowienia, ale teraz bałam się bliższych relacji.
- Po tym jak potraktował mnie Kuba nie mam na to siły. Jeszcze dziś rano z pewnością bym ci uległa, ale teraz po prostu straciłam część zaufania do mężczyzn. – odrzekłam smutna, ale miałam nadzieję, że mnie zrozumie – Ale możesz spać razem ze mną. Wtedy nie przyśnią mi się żadne koszmary.
- Rozumiem, ale nie chciałbym aby on nas rano zauważył – wskazał śpiącego jak suseł Kubę.
Czego ode mnie ten chłopak chciał. Najpierw jest skory do czułości, a teraz mnie odtrąca. Zupełnie jak wtedy, gdy mnie porwał. Nagle zmieniał swoje osobowości. Tej części jego charakteru nie znałam. Rankiem muszę o to zapytać, ale nie wiem czy on zechcę odpowiedzieć. Niezręcznie będzie wypytywać jego przyjaciół, a poza tym mogą się czegoś domyślić. Jak wczoraj stwierdził Kuba ‘ja go nie znam’, ale nie jestem pewna czy vice-versa. Niby skąd wiedział, gdzie mieszkam? Czy Wojtek byłby zdolny do śledzenia. Co oni przede mną ukrywają. Z jednej strony chcę wiedzieć na czym stoję i czego mogę się spodziewać. Z drugiej zaś czuję, że jeśli się dowiem moje życie stanie się jeszcze trudniejsze, o ile w ogóle to jest możliwe.

---
Spojlery rozdziała VIII - "Koniec z miłością"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Postanowiłam dodawać spoilery kolejnych rozdziałów .

Oto spoilery Rozdziały VII - "Relacje"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Byłam zrozpaczona. Poszłam do łazienki i ukucnęłam w jednym z jej rogów. Jak Kuba mógł mi to zrobić. No może i mi się należało, ale to nie znaczy że musi mi się to podobać. Co on w ogóle sobie myślał? Podobno kiedyś kochał ‘małą’ Olę, a nie zrobiłby tego co zrobił gdyby mówił prawdę. Tak łatwo dał opętać się nienawiści do mnie po odtrąceniu.
- Podobało się? – rzekł z tryumfem Kuba.
- Było zajebiście. Nie ma to jak zniszczyć swoje niedawno przewrócone do góry nogami życie. – mocno powstrzymywałam napływające do moich oczu łzy - Jesteś zadowolony z tego, że mnie zniszczyłeś? Gratuluję udało ci się to w stu procentach
- Należało Ci się. Zrobiłem to, co kiedyś ty mi.
- No zapomniałam, że pół roku temu porwali cię z domu. Porywacze-znajomi kazali przez tydzień siedzieć w domu i powiedzieli, że nie możesz się z nikim kontaktować. Nie wiedziałam, że jak zerwałam z Tobą to naraziłam Cię na gniew twoich oprawców i jedynych, którzy pozostali z twego dawnego życia. Zostawiłam biednego Kubę w samotności niemogącego liczyć na niczyją pomoc. – czułam gniew, ale łzy spływały mi po policzkach choć starałam się je zatrzymać – Przepraszam Cię za to i pewnie nigdy nie poczuję tego co ty. Ja byłam przecież zadowolona z tego, że Cię rzuciłam. Było mi po prostu zajebiście raniąc kogoś… - zaczerpnęłam powietrza i dodałam - Nie wiedziałem, że za taką mnie uważasz.
Kuba nic nie odpowiedział, ale słyszałam jak trzaska drzwiami. Teraz pogrążyłam się w smutku pozwoliłam łzom płynąć swobodnie po policzkach. Nie wiem ile tam siedziałam, ale do świadomości wróciłam słysząc rozmowę z sypialni. Męskie głosy się naradzały, a do mnie dochodziły niektóre słowa. „Nie możemy ja tu zostawić”, „Ona będzie nam tylko przeszkadzać” to tylko część z ich rozmowy. Postanowiłam się ogarnąć i weszłam do miejsca, gdzie przesiadywali.
- Nie chcę być waszą kulą u nogi. Jeśli wam mam przeszkadzać to wolę wrócić do domu. O całym zdarzeniu nikomu nie powiem. Byłam nad morzem i pokłóciłam się z moim chłopakiem, dlatego wcześniej wróciłam. – powiedziałam pewnym tonem, który samą mnie zadziwił.
Kuba i Wojtek nawet nie zaszczycili mnie swoim spojrzeniem. Spoglądali tylko na siebie z wyraźną wrogością. Na szczęście był wśród nich również Daniel. Widząc mój opłakany stan podszedł do mnie i przytulił pragnąc mnie pocieszyć. Potem odsunął się i powiedział:
- Wyjdźmy na dwór i porozmawiajmy. Daj im trochę czasu.
Nie miałam siły się z nim sprzeczać. Wyższy ode mnie zielonooki chłopak pociągnął mnie za rękę. Dziś nawet nie wyjrzałam przez okno, nie mówiąc już o pomyśle wyjścia na dwór. Choć dom był fajnie urządzony to czułam się nim przytłoczona i obca.
- Zaraz wpadnie tu moja dziewczyna Paula. – powiedział z uśmiechem – Powinnyście się zaprzyjaźnić. Poza tym poradzi ci jak rozprawić się z tymi chłopakami w środku. Ja tylko ci powiem, że nie źle musiałaś ich obu wkurzyć.
- Kiedyś byłam z Kubą. Rzuciłam go. Chcąc się na mnie zemścić pocałował mnie. Na początku się opierałam, ale później poddałam. Wojtek widział niestety tylko ten drugi moment.
- Był zazdrosny? – zapytał, ale chyba tylko i wyłącznie siebie – Zwykle taki nie bywa.
Dalej siedzieliśmy w ciszy. Daniel wydawał mi się idealnym kumplem. Potrafił wysłuchać i pomóc w trudnych sytuacjach, jak burza testosteronu wewnątrz domu jego brata. W pewnej chwili zauważyłam idącą w naszym kierunku dziewczynę.
- Mam nadzieję, że nie podrywasz mi chłopaka – powiedziała z uśmiechem, który znikł kiedy zobaczyła moją twarz, która pewnie nie wyglądała najlepiej – O Boże, co ci się stało?
- Pokłóciłam się osobami, z którymi spędzę najbliższe dni. – odrzekłam ze smutkiem – A oni będę albo traktować mnie jak powietrzę albo chamsko. Zresztą dużej różnicy, bo w każdym wypadku będę miała przechlapane lekko powiedziawszy.
- Kuba wzbudził zazdrość u Wojtka. – bez żadnych za hamowań dodał Daniel
Twarz jej stężała. Kazała nam poczekać na zewnątrz po czym weszła do środka. Dopiero co ją poznałam, a już wyświadczała mi przysługę. Wydawała się być naprawdę sympatyczna.
- Wszystko załatwione – powiedziała z uśmiechem wychodząc z domu po dziesięciu minutach w towarzystwie Kuby i Wojtka.

-----
Nowi bohaterowie:
1. Daniel:
2. Paulina:

-----
 

 
- No więc znamy się od dzieciństwa. – powiedziałam starając się dobrze dobierać słowa, abym nie zdradziła Wojtkowi za dużo. – Kiedyś wpadliśmy na głupi pomysł aby być razem. To nie wypaliło i już.
- Aż taka długa to ta historia nie była. – chłopak uśmiechnął się serdecznie
Nagle coś zaczęło kipieć, a mój rozmówca szybko odskoczył od stołu i podszedł do kuchenki. Czułam, że przypaliło mu się mleko. Śmiałam się chwilę, kiedy Wojtek robił coś przy blacie. To było naprawdę zabawne widzieć faceta w fartuszku i z ścierką w ręku. Blat szafki obok nieco się pobrudził. W tej chwili sobie przypomniałam, że powinnam zapytać chłopaka o to jak mam tu mieszkać:
- Będę miała własną szafkę i czy mam tu jakieś obowiązki?
- Myślę niestety, że nie długo opuścimy to lokum i przeniesiemy się gdzieś dalej. Tym razem będziemy szukali domu dla naszej trójki, a nie dla mnie i Kuby. – obdarzył mnie flirciarskim spojrzeniem
- A muszę tu coś robić? – przewróciłam oczami, ale nadal na niego spoglądałam.
- Po południami przychodzi do nas mój o rok młodszy brat. Znasz go?
- Jak mogłabym nie znać Daniela. W przeciwieństwie do swojego brata raczył mi mówić ‘część’ na szkolnym korytarzu. – rzekłam z uśmiechem.
Wojtek nic nie odpowiedział, ale chyba go zezłościłam tym co powiedziałam, bo wyszedł do łazienki. Teraz siedziałam sama w kuchni i mogłam na spokojnie pomyśleć o tym co wydarzyło się w ostatnich dniach. Po pierwsze w nocy z 16 na 17 grudnia zostałam porwana przez osobę, która mi się podoba. Po drugie rodzice i przyjaciele sądzą, że jestem nad morzem z chłopakiem i szybko nie wrócę. Po trzecie najprawdopodobniej nigdy więcej ich nie zobaczę. Po czwarte zostałam uratowana przed jakimś niebezpieczeństwem, ale dokładnie nie wiem czy zostało ono zażegnane. Popołudniu przyjdzie Daniel. Ponieważ dziś jest sobota chłopaki siedzą w domu, ale w od poniedziałku pójdą do szkoły i zostanę w domu sama. Kolejnym faktem był zakaz dotykania komputera. Nie długo mamy się przeprowadzić gdzieś. Wszystkie te wydarzenia strasznie mnie przytłaczały. Zwykle moje życie toczyło się leniwym krokiem, a teraz przyspieszyło jakby spadało z górki. Moje rozmyślania przerwał głos Kuby:
- Powiedziałaś mu?
- O czym? – zamyślona nie skojarzyłam faktów – Tak, ale nie wszystko. Wielką skróconą wersję tego co się działo między nami.
- To dobrze. Lubię go, ale mu nie ufam. – spojrzał mi głęboko w oczy – A ty?
- W pewnym stopniu na pewno – myśląc nad tym doszłam do zdumiewającego wniosku – Tak, ufam mu.
- Eh… - zamyślił się – Nie wiesz o nim wszystkiego. Ba… Nie wiesz o nim nic. Ale mi możesz zaufać. Znamy się przecież od dzieciństwa. Przez krótki okres nawet byliśmy parą.
Kuba zbliżał się do mnie coraz bardziej. Odsunęłam się w sam róg między kuchennymi szafkami, ale on przysuwał się bliżej i bliżej. W końcu był na tyle blisko abyśmy mogli zetknąć się ustami. Chwycił moją głowę i zaczął mnie całować. Wyrywałam się mu, waliłam go i ruszałam się jak oparzona. W końcu poddałam się widząc, że nic nie wskóram. Jego pocałunek był taki znajomy przywodzący na myśl dom. Pod żadnym względem nie był przyjemny, ale nachalny i zbyt głęboki. W końcu skończył, a ja odskoczyłam od niego jak oparzona. Zauważyłam wtedy, że całą sytuację widział Wojtek. Pobiegłam szybko w jego stronę nie tylko żeby mu wytłumaczyć całe zdarzenie, ale również, aby być jak najdalej od Kuby. Jak on mógł. Teraz się cieszę, że z nim zerwałam jeszcze długo przed tym jak w ogóle zostaliśmy prawdziwą parą. Czułam obrzydzenie do niego, do siebie. W końcu dogoniłam Wojtka, który kierował się do wyjścia:
- To nie było tak. To on mnie całował, nie ja jego. – mówiłam szybko zdesperowanym głosem
- Może i jest to prawdą, ale nie widziałam, żebyś się szczególnie przed tym broniła – odrzekł w złości, ale jego oczy pokazywały smutek.
- Gdybyś przyszedł wcześniej wszystko byś zobaczył. – powiedziałam – Na początku się wyrywałam, ale czując że nic nie wskóram poddałam się.
- Dlaczego ty w ogóle się do mnie odzywasz. Powinnaś się dalej obściskiwać z tym tam – wskazał dłonią kuchnię.
- A dlaczego ty jesteś taki zazdrosny? – odrzekłam równie gniewnym tonem jak on.
Chwilę trwaliśmy w milczeniu spoglądając na siebie z niechęcią. Wojtek w końcu wyszedł na zewnątrz, a drzwi zamknął mi przed nosem.
- Rachunki wyrównane Oleńko – rzekł zwycięskim tonem z kuchni Kuba.
 

 
- Długa historia – odrzekłam ze smutkiem
- Mamy sporo czasu, a Kuba nas nie słyszy. – powiedział chowając resztę zakupów do szafek i spoglądając na mnie. – Ale chyba najpierw chciałabyś się przebrać, choć w ręczniku nie wyglądasz tak źle.
Wojtek chwycił mnie za rękę i zaprowadził do sypialni. Mój były położył się na łóżku, na którym pół godziny temu ja leżałam. Tak słodko wyglądał, kiedy spał. Pamiętam jak niegdyś… Z rozmyślań wyrwał mnie głos właściciela domu:
- Tu masz swoją walizkę – powiedział pokazując mój zielony plecak lekko otworzony – Wczoraj spakowałem Ci najważniejsze ubrania. Za tydzień może wybierzemy się na zakupy to sobie coś kupisz. Ja niestety nie mam damskich ciuszków.
- Jak ja mam tu wytrzymać cały tydzień bez moich kosmetyków. Nie widzisz jak wyglądam? – odpowiedziałam, jednak zaraz umilkłam uświadamiając sobie co właśnie powiedziałam.
Wojtek nic na to nie odpowiedział i wyszedł do kuchni. Coś mamrotał pod nosem, ale nie dosłyszałam co dokładnie. Może to i dobrze, nie lubię wysłuchiwać jak ktoś na mnie narzeka. Jednak nie powinnam im sprawiać za dużo kłopotów. Jak tylko się w coś przebiorę muszę pójść do Wojtka i zapytać się co ja właściwie tu robię. Plecak był pojemny, ale większość ubrań mój porywacz wczoraj wepchnął do środka nie patrząc czy się pogniotą, czy nie. Zapewne ma tu jakieś żelazko, więc muszę się później tym zająć. Ciekawa jestem, czy będę miała własną szafkę, czy moja przestrzeń w tym domu ograniczy się do zielonego plecaka. Dalej nad tym myśląc wzięłam białą koszulę z czarnym kwiatkiem na dole i przypiętymi naszyjnikiem do kołnierza z tyłu. Nigdy nie byłam szczęśliwa, że nie mogę zdjąć wisiorka, ale teraz jestem z tego powodu wesoła. Najprawdopodobniej to jedyna błyskotka jaką mam. Oprócz bielizny chwyciłam również do ręki czarne jeansy. Skierowałam się do łazienki, bo nie miałam ochoty na publiczny striptiz zarówno przed osobą, która mi się podobała, jak również byłym chłopakiem. Z smutkiem przyznałam również, że łazienka to będzie jedyne miejsce, gdzie będę mogła być sama i to tylko i wyłącznie wtedy, kiedy oni wyjdą lub ich oto poproszę. Szybko się przebrałam i poszłam do łazienki, gdzie przebywał Wojtek. Tyle miałam do niego pytań.
- Mam do ciebie wiele pytań. – powiedziałam wchodząc do kuchni i siadając na krześle obok niego.
Wystrój trzech pokoi diametralnie się różnił. Łazienka była niczym wyjęta z królewskiego życia. Masywne białe meble nieco przytłaczały, ale pięknie ozdabiały wnętrze. Sypialnia była wyposażona nowocześnie. Czarne umeblowanie współgrało z bielą ścian i fioletem różnorodnych dodatków. Kuchnia natomiast została urządzona w stylu angielskim. Rdzawy kolor farby współgrał z jasnym kolorem mebli i gdzieniegdzie stalowymi elementami. Mieszkanie wyglądało jakby zaprojektowały je trzy różne, nieznające się osoby. Nadawało to domowi uniwersalny styl.
- Domyślam się – po namyślę odrzekł Wojtek – Jednak najpierw chcę ci uświadomić, że nie na wszystkie twoje pytania będę mógł odpowiedzieć i nie bądź na mnie za to zła. Może kiedyś ci powiem, ale na pewno nie teraz.
- Dlaczego zabrałeś mnie z domu?
- Zagrażało Ci tam niebezpieczeństwo. – ze spokojem odrzekł
- A moim bliskim się coś stało? Co mi zagrażało? Dlaczego mnie uratowałeś? – milion myśli przemykało mi przez głowę – Czy jeszcze kiedyś zobaczę rodziców i przyjaciół? Jak długo będę tu siedzieć i co mam tu robić całymi dniami?
- Nie zasypuj mnie tak pytaniami. – uśmiechnął się do mnie – Gdybyś została w domu mogłabyś umrzeć, a ja nie chcę doprowadzić do niczyjej śmierci
- Super bohaterze pragnę Ci uświadomić, że wiele osób ginie codziennie. Więc dlaczego wybrałeś akurat mnie?
- Swoich rodziców może kiedyś zobaczysz, ale na razie nie możesz się z nimi kontaktować. – powiedział Wojtek ignorując moje poprzednie pytanie – Ja już ich poinformowałem, że jesteś u chłopaka w domu, gdzieś nad morzem. Wcale się tym nie zmartwili nawiasem mówiąc. Z przyjaciółmi też na razie się nie kontaktuj. Oni wiedzą dokładnie to samo co Twoi rodzice. Kiedy zrobi się w miarę bezpiecznie, co przewiduję, że stanie się za tydzień, pójdziemy na zakupy, może do jakiejś kawiarni czy do kina, gdzie chcesz. Rozerwiesz się.
- A co ja mam tu robić całymi dniami?
- Możesz oglądać telewizję, czytać książki. – ale pod żadnym pozorem nie dotykaj komputera.
- Dobra, spoko.
- A teraz mi opowiedz jak poznałaś się z Kubą?
 

 
„No to masz szczęście ślicznotko, bo to nie sen”
„Są rzeczy, o których nie masz najmniejszego pojęcia. Dziś twoje życie stanęło do góry nogami. Witaj w moim świecie”
„Jednak czy mogę mu zaufać? Wierzyć osobie, która tak łatwo zmienia swoje osobowości?”
„Wszystko wyglądało jak nie z tej epoki”
„Super jestem w domu chłopaka, który mi się podoba i wygląda na to, że mieszka u niego mój były.”
 

 
Zasnęłam słodkim, niewinnym snem nawet się nie przebierając w piżamę - rozmyślałam rankiem. Sama siebie zapytałam „Co ja tutaj robię”. Muszę się dowiedzieć wszystkiego. Dlaczego tu jestem, dlaczego mnie porwał, co ma zamiar ze mną zrobić, czy długo będziemy tu mieszkać, czy będziemy mogli stąd wychodzić, czy będę mogła chodzić do szkoły i spotykać się ze znajomymi? Nagle zorientowałam się, że muszę poinformować innych gdzie jestem, więc powinnam poszukać telefonu. W zasięgu wzroku nie miałam go, ale dopiero wtedy zauważyłam, że Wojtka już nie było na materacu obok ani nigdzie indziej. Czyżby zostawił mnie samą? Ach za dużo rozmyślań jak na biedną zaspaną dziewczynę. Muszę pójść do łazienki i się ogarnąć. „Ale przecież ja tu nie mam kosmetyków” zorientowałam się. Przynajmniej jest prysznic. Trochę się odświeżę i może będę trzeźwiej myślała. Łazienka wydawała się duża. Po lewej stronie designerska umywalka z ogromnym lustrem, a obok kilka pasujących do niej szafek. Wszystko wyglądało jak nie z tej epoki. W środku czułam się jak królewna w nowym zamku. „Mająca swego królewicza” dokończyłam w myślach, co sprawiło że się uśmiechnęłam i poprawiłam nieco humor. Prysznic stał w przeciwległym rogu, a całą drogę do niego chichotałam się jak głupia myśląc o moim porywaczu. Zawsze tak miałam, gdy tylko na myśl przychodził mi Wojtek. Wiem, że nie było to normalne, ale tak miałam i już. Kiedy było mi smutno czasem o nim wspominałam w swojej samotności. Często poprawiał mój humor, ale potrafił również dobić mnie fakt, że to wszystko jest nie możliwe. Więc czy nie powinnam być teraz szczęśliwa? „Za dużo myślę” skarciłam się. Szybki prysznic rzeczywiście mnie odświeżył. Czuję się jak nowo narodzona. Właśnie zawijałam się ręcznikiem, kiedy usłyszałam że ktoś wchodzi do środka. Sądziłam, że to Wojtek skądś przyszedł, ale mimo to wyjrzałam aby sprawdzić.
- Co ty tu robisz? – wrzasnęłam przerażona, a mój głos przypominał piski szalonych małolat w horrorach.
Patrzyłam się na Kubę jak głupia. Byłam przerażona, zła, ale i szczęśliwa. Kiedy go widziałam na myśl przychodziły mi beztroskie chwile dzieciństwa i dom. Pół roku temu postanowiliśmy być parą , ale doszłam do wniosku, że go nie kocham po 5 dniach. Co ja mówię, w ogóle nic niego nie czułam, ale chciałam zobaczyć jak to jest mieć chłopaka. Super jestem w domu chłopaka, który mi się podoba i wygląda na to, że mieszka u niego mój były. Ja nie wiedziałam, że oni się znają, a co dopiero mieszkają razem. Przez dłuższą chwilę przyglądaliśmy się sobie jakbyśmy zobaczyli ducha, ale nasze rozmyślania przerwał wchodzący z wypchanymi różnymi produktami reklamówkami Wojtek.
- Myślałem, że jeszcze śpisz ślicznotko – szybko powiedział.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Uwielbiałam jak mnie tak nazywał.
- Olu to Kuba, Kubo to Ola - dodał
- Wiem – powiedzieliśmy w tym samym momencie
Wzdrygnęłam się.
- Pomogę Ci kochanie w rozpakowywaniu zakupów – mówiąc to specjalnie patrzyłam się głęboko w oczy byłego – Widzę, że jesteś taki silny i sam niosłeś zakupy. Najwyraźniej twój wspaniałomyślny towarzysz potrafi się tylko wygłupiać i nie myśli o pomocy innym.
Urażony Kuba poszedł do sypialni. Dopiero teraz zorientowałam się, że rozmawiałam z nimi owinięta tylko ręcznikiem. Lekko speszona podeszłam do kuchni, gdzie przebywał już Wojtek. Grzecznie chowałam kupione przez niego rzeczy do lodówki. Resztę produktów uporządkowałam dzieląc je na przyprawy, produktami w opakowaniach papierowych jak na przykład cukier, czy mąka oraz na kilka jeszcze. Po skończeniu usiadłam na krzesełku i gapiłam się na Wojtka.
- Skąd się znacie? – zapytał mnie po chwili niezręcznej ciszy.

---
Oto nowy bohater Kuba:
 

 
Moje rozmyślania przerwał przyjazd autobusu. Czy tego chciałam czy nie musiałam wsiąść razem z Wojtkiem do środka. Nadal był na mnie zły. Mocno chwycił mnie za ramię, tak że miałam ochotę krzyknąć na niego, jednak moja duma na to nie pozwoliła. To, że mnie porwał nie znaczy że może mną pomiatać. Mimo wszystko jestem dziewczyną i należy mi się szacunek. W autobusie prawie nikogo nie było. Nie licząc paru chłopaków wyglądających jakby szukali zaczepki. Jeden z nich właśnie do nas podchodził. Ja siedziałam od okna, więc nieproszony współtowarzysz zwrócił się do Wojtka. On takim samym tonem, jak wtedy na przystanku powiedział wysokiemu ubranemu w dres mężczyźnie, żeby się odczepił. Jednak chłopak nie odpuszczał. Mój kolega dumnie wstał, i choć był niższy i szczuplejszy od napastnika, popchnął go z niewiarygodną siłę. Kiedy ten leżał na ziemi Wojtek zwrócił się do jego kolegów „Miło było z nim porozmawiać. Ktoś jeszcze ma ochotę?”. Nic nie odpowiedzieli i do końca podróży siedzieli jak mysz pod miotłą. Wysiadając powiedzieli nawet, że przepraszają. Ja z jednej strony byłam szczęśliwa, że mam tak mężnego i silnego przyjaciela, który gotowy jest mnie bronić. Z drugiej zaś bałam się, co może zrobić kiedy zdenerwuję się na mnie. Teraz w autobusie nie było nikogo prócz nas i kierowcy. W końcu postanowiłam ukorzyć już i tak naruszoną dumę i przerwać niezręczną ciszę.
- Boję się ciebie – odrzekłam szeptem, choć byliśmy dość daleko od szofera
- Przepraszam, jeśli Cię wystraszyłem. Jestem poddenerwowany całą tą sytuacją – Wojtek odpowiedział nieco spokojniej
- Uwierz mi, że nie jesteś tak przestraszony jak ja – próbowałam się uśmiechnąć.
- Jedziemy do mojego domu. – próbował mnie uspokoić
Chciałam coś mu odpowiedzieć, ale nie za bardzo wiedziałam co. Ucieszyć się i wyjść na wariatkę? To nie było najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji. Autobus na szczęście się zatrzymał. Wojtek i ja wysiedliśmy tym razem bez zbędnych dodatków w postaci zbyt mocnego trzymania mojego ramienia. Wciąż nie mogłam uwierzyć w siłę jaka sobą reprezentował Wojtek. Podeszliśmy do jakiegoś starego domu. „Zapraszam do środka” z osłupienia wyrwał mnie głos Wojtka. Weszliśmy do środka i zauważyłam ogromne przestrzenie. Z zewnątrz to mieszkanie z pewnością nie wyglądało na takie duże. Przedsionek prowadził do wąskiego korytarza pełnego tajemniczych obrazów. Miałam już ochotę zapytać się o nie, jednak coś podpowiedziało mi, że nie powinnam.
- Będę spała u ciebie? Gdzie?
- Pewnie mój dom wydaję Ci się duży, ale jest tu jedynie łazienka, kuchnia i sypialnia. - wskazał dłonią zielony pokoik.
- Jedna sypialnia? – spytałam z wyraźnym nie pokojem.
- Spokojnie ślicznotko, ja będę spał na materacu obok ciebie. Ale jak tylko będziesz chciała mogę położyć się przy Tobie – uśmiechnął się flirciarsko do mnie – A teraz chciałbym cię o coś zapytać tylko musisz odpowiedzieć szczerze. Obiecaj mi to?
- Spoko – odrzekłam nad wyraz spokojnie czego bynajmniej nie czułam
- W co wierzysz… - Wojtek przerwał na moment po czym dokończył – Boga, reinkarnacje, Buddę, ludzki umysł?
- To trudne do wytłumaczenia. W Buddę na pewno nie. Myślę, że jest coś lub ktoś kto zapisał nam w jakiejś księdze, oczywiście to metafora, nasz los. Opisał to co musi się w naszym życiu wydarzać, co nie oznacza, że odebrał nam wolną wolę. Możemy wybrać jedną z dróg, które jednak prowadzą do pewnych wspólnych punktów. Moim zdaniem reinkarnacja również ma cząstkę prawdy. Według mnie cząstka czasu zwana ludzkim życiem nie może być taka krótka. Jednak na jedno pytanie wciąż nie mam jednej odpowiedzi. Dlaczego żyjemy?
Wojtek przyglądał mi się podejrzliwie. Z jakiego powodu się przed nim otworzyłam. Przecież to on mnie porwał z domu, więc dlaczego mu zaufałam. Czułam się jak mała dziewczynka, która powiedziała rodzicom o zbrodni kolegi za lizaka. Wiedziałam, że źle postąpiłam, co potwierdzała niezręczna cisza, która wtedy wydawała mi się wiecznością. Wojtek, aby zyskać trochę na czasie poszedł do kuchni i przyniósł mi kanapkę.
- Pewnie jesteś głodna i zmęczona. – zmienił szybko temat
- Wiem, że dziwnie gadam, ale chciałeś żebym powiedziała prawdę. Przepraszam, że ujęłam ją tak niezrozumiale, ale sama do końca nie wiem o co chodzi w mojej teorii. – rzekłam, aby załagodzić całą sytuację.
- Wiem, wiem. – posmutniał wyraźnie.
Nagle znów zmienił się w okrutnego i szalonego chłopaka, którego panicznie się bałam. Popchnął mnie na łóżko i rozłożył na łopatki. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co robić. „Obiecaj, że nie uciekniesz” rzekł gniewnym tonem. Potem ponownie przybrał minę znajomego chłopaka, w którym się bujałam. Szybko mnie przeprosił i powiedział, że rankiem mi wyjaśni o co chodzi z jego przemianami. Jednak czy mogę mu zaufać? Wierzyć osobie, która tak łatwo zmienia swoje osobowości? Byłam zbyt zmęczona, aby dłużej się nad tym zastanawiać. Poraził mnie przyjemny chłód poduszki, który na myśl przywodził mi mamę usypiającą mnie jako małe dziecko. Właśnie co się z nią stanie? Dlaczego Wojtek mnie porwał? Ach… Jestem zbyt zmęczona aby się nad tym dłużej zastanawiać.
 

 
Spałam smacznie. Właśnie płynęłam statkiem, bo nieograniczonym niczym niebieskim oceanie, które zlewało się na horyzoncie z nielicznymi białymi chmurami. W podróży towarzyszyła mi trójka przyjaciół. Musiałam pójść do mojej kabiny po krem do opalania, gdy nagle usłyszałam hałas. Myślałam, że to moi przyjaciele mnie wołają, bo jak zwykle czegoś zapomniałam, ale usłyszałam znajomy głos o lodowatym, groźnym tonie. Przestraszona obudziłam się i byłam nieźle zdziwiona. Chłopak, który mi się podobał był u mnie w domu, w moim pokoju. Wciąż zaspana wymamrotałam – „Cudowny sen nieprawdaż kochanie”. Wojtek krzątał się po domu jak oparzony przewracając mój pokój do góry nogami, ale gdy tylko usłyszał moje słowa zaniósł się śmiechem. Kiedy w końcu się uspokoił powiedział „No to masz szczęście ślicznotko, bo to nie sen”. Nagle odzyskałam przytomność, przetarłam oczy i wrzasnęłam „Co?”. Jednak on nie odpowiedział na moje pytanie tylko chwycił zielony plecak teraz wypchany moimi ubraniami i wziął na ręce. Szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę wyjścia. Ja byłam tak zdziwiona i zawstydzona ostatnimi słowami, że nie zadawałam zbędnych pytań. Jednak kiedy dotarliśmy do przystanku autobusowego i czekaliśmy na kolejny z nich ogarnęłam się i zapytałam:
- Co ty do cholery robisz?
- Przekleństwa z ust takiej ślicznotki. Nie ładnie – odpowiedział wymijająco i jak na niego zbyt wylewnie. Zwykle ograniczył się do przywitania, a czasem nawet i z tego zrezygnował.
- Nie nabijaj się ze mnie tylko odpowiedz – powiedziałam zbyt stanowczym tonem.
Spoglądając na jego twarz zobaczyłam wyraźne niezadowolenie. Naparł na mnie tak, że byłam zmuszona usiąść w rogu ławki na przystanku. Przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko i wyszeptał „Są rzeczy, o których nie masz najmniejszego pojęcia. Dziś twoje życie stanęło do góry nogami. Witaj w moim świecie”. Stałam, a raczej siedziałam jak wryta. Po pierwsze, o czym on w ogóle mówił? Po drugie naprawdę mnie wystraszył tym swoim zachowaniem. Postanowiłam, że dla własnego dobra będę cicho. On stał tuż przede mną odwrócony plecami. Opierał się o poręcz i patrzył gdzieś w dal. Miał czarną skórzaną kurtkę, ciemne jeansy, w których zwykle nie miałabym szans go zobaczyć. Ale o czym ja myślę. Zostałam porwana, a ja myślę o wyglądzie mojego oprawcy? Ogarnęłam się i postanowiłam wszystko poukładać sobie w głowie. Jak się dowiedziałam on idealnie przeradza się z miłego dla innych w przerażającego, szalonego człowieka. Właśnie mi powiedział, że mój świat stanął do góry nogami. Gdyby nie fakt, że przestraszył mnie jak nie wiem co to pewnie zaczęłabym uciekać. Z drugiej strony coś kazało mi mu ufać. Chłopakowi, który mnie porwał? – podpowiadał zdrowy rozsądek. Choć niewyspana w sytuacji zagrożenia byłam zdolna do intensywnego myślenia. Musiałam wykombinować co powinnam zrobić.
1) Wyjście pierwsze, które już wcześniej przemknęło mi przez myśl – ucieczka.
Wady: Wojtek pewnie zaraz by mnie złapał i był bardzo zły, na co nie powinnam się na razie decydować.
Zalety: Może udałoby mi się uciec do jakiegoś domostwa i tam schronić.
2) Wyjście drugie – pozostanie z Wojtkiem.
Wady: Nie wiem, co dokładnie ma w planach z moją osobą. Może zrobić mi krzywdę.
Zalety: Może się również okazać miłym gościem, który miał dobry powód aby wyciągnąć mnie o północy z domu. Może chciał mnie chronić, a przebywanie w jego towarzystwie da mi choć pozorne bezpieczeństwo.

---
Co według was powinna zrobić główna bohaterka? Którą drogę wybrać?
---

Oto nasi bohaterowie:

1. Główna bohaterka Ola

2. Porywacz Wojtek